niedziela, 7 listopada 2010

chorowanie w USA + Halloween + The Music Man + ski swap

W ostatnim tygodniu października zachorowałam. Zaczęło się od bólu gardła, kataru, a przeszło na uszy i kaszel. W czwartek i piątek zostałam w domu i leczyłam się rutinoscorbinem i herbatką i dużą ilością Przyjaciół. Przed to ominął mnie piątek, kiedy wszyscy uczniowie przebierali się w swoje Halloweenowe kostiumy. Jednak w sobotę rano kiedy nie było lepiej a gorzej pojechałam z host mamą do lekarza. Na wejściu musiałam wypełnić moją życiową historię choroby + parę rzeczy o rodzinie! Skąd ja miałam pamiętać kiedy miałam jaką szczepionkę lub inne dziwne rzeczy. Potem przyszła po mnie pani doktor i zabrała mnie do małego gabineciku. Zbadała mnie, zadała parę pytań. Badanie nie różniło się niczym do tego co mamy w Polsce. Pani była bardzo miła. Potem poszła wypisać receptę i ją wydrukować.  Przy wyjściu musiałam zapłacić. Potem w poczekalni chciałam wykupić swoje lekarstwa. Był tam taki automat do wydawania leków "InstyMed". Podajesz numer swojej recepty, pytają cię o ubezpieczenie i tu zaczęły się problemy. Proszono nas o połączenie z firmą obsługującą tą maszynę. Pan oznajmił, że moje ubezpieczenie nie pokrywa leków. Tak więc kolejna godzinę spędziłyśmy na dzwonieniu do CCI i wyjaśnianiu sprawy. Po 10 telefonach poddałyśmy się i po prostu kupiłyśmy te antybiotyki normalnie bez ubezpieczenia (drogo! ale i tak taniej niż w aptece) i pojechałyśmy do domu. 

Sobotę spędziłam na oglądaniu Przyjaciół i robieniu musu bananowego. Podsumowując chorobę: wcale nie jest fajnie chorować w innym kraju nie mając swojego własnego łóżka, lodówki i rodziców. W niedzielę było Halloween. Wycięłyśmy z Abby 3 dynie, host mama zrobiła pyszne bazyliowe pesto, a przed 18 przebrałyśmy się w stroje i pojechałyśmy do rodzinki Moore po Arię i Shanae'a (nie wiem jak to odmienić). Z nimi pojechałyśmy do Ellen, która była z Angelą i potem ruszyłyśmy na maraton po domach. Najpierw w części gdzie mieszka dużo naszych znajomych, a następnie w bardzo bogatej dzielnicy Juneau, gdzie wszyscy mają domy jak wille. Po ulicach biegały dzieciaki w różnych cudownych strojach, chodziły od domu do domu całe zadowolone. Ludzie naprawdę się angażując. Stroją domy, kupują cukierki, sami się przebierają. Np. jadąc do domu Arii widziałam 2 super domy, jeden, gdzie przy wejściu stał joker jak ten z filmu i wpuszczał do środka, a drugi to najbardziej znany dom w okresie Halloween. Cały przystrojony duchami i innymi stworami wliczając latające wiedźmy. Każda z nas uzbierała pełny worek słodyczy. Kiedy już byłyśmy zmęczone i zmarznięte pojechałyśmy do Waffle Co., gdzie pracuje nasz kolega, więc chciałyśmy dotrzymać mu towarzystwa. Po 20 minutach Waffle Co. zostało zaludnione przez naszych znajomych.

W tym tygodniu nadrabiałam zaległe zadania domowe, kończyłam dwa duże projekty i miałam przesłuchania do The Music Man - kolejna sztuka, a raczej musical. W piątek była pierwsza próba. Przeczytaliśmy po raz pierwszy całą sztukę i potem graliśmy w różne gry i uczyliśmy się fajnego tańca. Tym razem grupa aktorów liczy 55 osób, czyli o 20 więcej niż w pierwszej sztuce i jest naprawdę fajnie. Cieszę się, że tam jestem. Po próbie wróciłyśmy około 22 i jeszcze coś pooglądałyśmy. 

Natomiast w sobotę wstałyśmy o 4 nad ranem. A to dlatego, że w Juneau odbyła się giełda narciarska. O godzinie 4:30 przyjechałyśmy po Centennial Hall, gdzie przed drzwiami spali koledzy Abby - David, Sam, Nathaniel. Przywiozłyśmy swoje śpiwory i koczowaliśmy pod drzwiami do godziny 6. Wtedy ja i Abby pojechałyśmy do sklepu po śniadanie, a oni zaczęli robić jajka i bekon na kuchence polowej. Około 6:20 inni ludzie zaczęli przychodzić. Mieli karimaty, termosy itp. Po 7 otworzyli drzwi, więc weszliśmy do środka i mieliśmy pierwsze miejsce w kolejce. Na ziemi w budynku koczowaliśmy do 10. Ludzi było strasznie dużo. Chwile po 10 otworzyli wyprzedaż. Towar znikał strasznie szybko. Dużo młodzieży pracowało tam jako taki jakby wolontariat. Po powrocie do domu upiekłam jabłecznik i zarezerwowałam wycieczkę na Hawaje!!! 










1980s i pencil no.2








Ten tydzień to krótki tydzień ze względu na dzień weteranów. Tylko 3 dni w szkole i 4 dni weekendu!

1 komentarz:

  1. Ale zabawa:)
    Świetne zdjęcia,a dynia z PL - tego jeszcze nie było:)

    OdpowiedzUsuń